Msze Święte

w niedziele i święta:
7.00, 9.00, 10.30, 12.00, 18.00

w dni powszednie:  7.00, 18.00

[SIGPLUS_EXCEPTION_SOURCE] Image source is expected to be a full URL or a path relative to the image base folder specified in the back-end but 2022/rekad is neither a URL nor a relative path to an existing file or folder.

Odsłony: 831

mIMG 20221218 125642441Ks. redemptorysta Antoni Hebda ze Skarżyska posługiwał nam w tym Adwencie. Tylko w naszej parafii, św. Jadwigi Królowej mamy Relikwie św. Charbela w Ostrowcu Św.  Niezwykły to był czas i wiele łask na nas spłynęło. Rekolekcje parafialne rozpoczęły się 16 grudnia 2022 r. Mszą świętą w intencji rodzin i małżeństw / każdy trzeci piątek miesiąca/. W sobotę, 17 grudnia najważniejsza Eucharystia została odprawiona przez ks. prob. Marka o godz.9.00. Wtedy to uroczyście wprowadziliśmy Relikwie św. Charbela do naszej Wspólnoty. Ta Msza święta w intencji chorych, samotnych i cierpiących, zapisała się w historię Parafii.

Uczestnicy otrzymali wielki dar: Sakrament Chorych i namaszczenie uzdrawiającym olejem św. Charbela. W niedzielę /18 grudnia 2022 r./ po każdej Mszy świętej mogliśmy otrzymać cudowny, uzdrawiający dar Świętego z Libanu. Każdego dnia, 22 miesiąca, będziemy modlić się w intencji chorych, cierpiących, źle się mających  przed Jego Relikwiami i otrzymamy  namaszczenie  olejem uzdrawiającym.  Zapraszamy  Was mieszkańcy Ostrowca Świętokrzyskiego, z różnych parafii. To nie jest Harris, który przed laty był w par. Szewna. Aby mógł niby  „uzdrawiać” – / Harris / - kapłani wynosili z kościoła Najświętszy Sakrament... . To jest modlitwa przed Najświętszym  Sakramentem z obecnością Świętego w znaku Relikwii. Bądźcie z nami.      

{gallery}2022/rekad{/gallery}

Świadectwo 1
Święty Chrabel uratował moją córkę
Córka sporadycznie kontaktowała się z rodziną. Imprezy, alkohol, papierosy to była jej codzienność. Z dala od religijnych praktyk, daleka od życia sakramentalnego. Z bólu krwawiło mi serce. Wiedziałam, że jest wplątana w jakieś wróżbiarstwo, w jakieś medytacje… Z pomocą przyszedł św. Szarbel.
Czuję ogromną wewnętrzną potrzebę podzielenia się niecodziennym, niezwykłym duchowym przeżyciem, wręcz cudownym doświadczeniem wstawienniczej mocy świętego mnicha i cudotwórcy - św. Szarbela. Przypadkiem w moje ręce trafiła niewielka książeczka Patrizii Cattaneo pt. "Św. Szarbel - mnich cudotwórca. Życie, cuda, orędzia, modlitwy". Zainspirowała mnie postać tego świętego, dlatego chłonęłam o nim wiedzę. W pełni przekonana o jego możliwościach w niebie postanowiłam zaryzykować, zaufać i w bardzo trudnej dla mnie jako matki sytuacji rozpoczęłam serię modlitw w formie nowenny z błaganiem o interwencję św. Szarbela u Boga, jeżeli tylko taka jest Jego wola.
Od dwóch lat ubolewałam nad luzackim życiem mojej córki, która wyjechała do stolicy, by się kształcić. Po kilku miesiącach porzuciła jednak studia i podjęła dorywczą pracę. Dzięki mojemu wsparciu została w Warszawie, wymyślając wciąż nowe perspektywy i możliwości, jakie oferuje jej życie w stolicy.
Córka sporadycznie kontaktowała się z rodziną. Wiem, że imprezy, alkohol, papierosy to była jej codzienność. Z dala od religijnych praktyk, daleka od życia sakramentalnego. Wszystko było dla niej bez sensu, głupie, praktyki religijne uważała za zabobonne rytuały, z którymi niewiele chciała mieć do czynienia, wręcz w ogóle. Z bólu krwawiło mi serce. Wiedziałam, że jest wplątana w jakieś wróżbiarstwo, w jakieś medytacje… Wiedziałam, że oddani jej "przyjaciele" staną się przyczyną życiowej porażki mojej córki, ale nie miałam na to wpływu, ponieważ do córki nie docierały żadne argumenty, nie chciała zaprzestać tych zgubnych praktyk. Byłam pełna lęku, obaw i smutku o jej utratę Boga i życia łaską.
Wczesną wiosną, niedługo przed świętami wielkanocnymi, oznajmiła z pogardą, że nie przyjeżdża do domu, bo nie chce rekolekcji, że nie ma na to czasu… Kłamstwo goniło kłamstwo. Dla mnie był to już ból nie do przeżycia. Wówczas z pomocą przybył św. Szarbel. Po zapoznaniu się z życiem tego świętego i cudami, jakie za jego przyczyną się dokonywały, rozpoczęłam nowennę z prośbą o powrót córki na drogę Bożych przykazań, na drogę wiary, na drogę prowadzącą do domu… Towarzyszyła mi niezłomna wiara i wewnętrzna moc. Mówią, że kiedy święty wkracza w twoje życie, to trudno powiedzieć, jak i dlaczego tak się dzieje. Dokładnie tak było w moim przypadku. To nie ja go znalazłam, ale on odnalazł mnie, zauważył moją troskę, zrozumiał i dał w sercu odczuć, że jest ze mną, że mi pomoże.
Zaufałam mu bezgranicznie, powierzyłam trudną sprawę jego pieczy i nie zawiodłam się. Wręcz przeciwnie - otrzymałam więcej, niż ośmieliłam się prosić. Powiem tak: po najbardziej bolesnej i smutnej Wielkanocy liczyłam na cud, innej możliwości nie widziałam. I stało się. Pod koniec pierwszej nowenny dzwoni córka i oznajmia, że na majowy weekend przyjeżdża do domu. Tak się stało. Przyjechała, długo z nią rozmawialiśmy… Jedno powiedziała zasadniczo: że nie wie i nie rozumie, co się z nią stało, bo miała zaplanowany wyjazd na Mazury z "przyjaciółmi", propozycje wyjazdu za granicę, bujne plany na czas wakacji. Tymczasem, jak powiedziała, była na nocnej imprezie i w jej trakcie zrozumiała, że to nie dla niej. Zaczęła się zastanawiać: "Co ja tu robię?". Wybiegła nocą z tej imprezy i wróciła na stancję. Szukali jej, dzwonili, a ona milczała. Cały czas myślała, a w jej sercu dokonywała się ogromna przemiana.
Już wówczas czułam, że moc wstawiennicza św. Szarbela jest skuteczna i widoczna. Podczas pobytu w domu córka próbowała się boczyć i buntować, ale cały czas toczyła walkę duchową. Jako matka widziałam ogromną zmianę jej życia i podejścia do wiary.
Nie naciskałam, nie miałam dla niej żadnych propozycji, do niczego nie zachęcałam, nie prawiłam kazań. Wszystko oddałam w ręce św. Ojca Szarbela - nic tylko nieustanna wiara poparta modlitwą.
Tradycją w naszym domu jest wieczorny Apel Jasnogórski. Maryja, nasza Matka, była wciąż z nami, słuchała, patrzyła… Jej opieka nad nami była nieustanna. Jeszcze się nie udzielała, ale była obecna. Wiedziałam, czułam, że w życiu córki dokonuje się rewolucja. Córka często powtarzała, że nic nie rozumie, że nie wie, co się stało i skąd ta zmiana. Sama była zaskoczona. Ale ja wiedziałam: TO ŚW. SZARBEL SŁUCHAŁ I WYSŁUCHAŁ.
Po kilku dniach córka pojechała do stolicy, by skończyć szkołę. Jeszcze walka. "Zostanę na wakacje - twierdziła - będę pracować". Miała też inne plany. W czerwcu miała bronić pracy dyplomowej. Ja zachęcałam do powrotu do domu, do pomocy w wakacje. I po obronie córka oznajmia, że chce wrócić do domu, że nie wie, co się z nią dzieje, ale tak właśnie czuje. Po drodze ogromne zmiany, naprawia relacje ze mną, ze swoim rodzeństwem, klęka do modlitwy. Ja wciąż trwam w nieustannej nowennie o wytrwanie, o nawrócenie, o szczerą spowiedź.
Pewnego wieczoru moje serce pęka ze szczęścia. Mamy w zwyczaju, że codziennie ktoś z rodziny przygotowuje rozważania do wieczornego Apelu Jasnogórskiego. Córka najpierw twierdziła, że nie będzie uczestniczyć ani prowadzić modlitwy. Nadszedł jednak ten cudowny wieczór - wigilia Narodzenia św. Jana Chrzciciela - kiedy Apel poprowadziła córka. Miała przygotowane cudowne materiały, rozważania, pieśni, a nade wszystko zaczęła od modlitwy serca. Byliśmy wszyscy wzruszeni do łez. Córka za wszystko przeprasza, dziękuje za te modlitewne chwile i modli się modlitwą przez siebie napisaną, ocierając bez końca płynące z oczu łzy. Wieczór przeżyć nie do opisania. Wszyscy płakaliśmy z radości. I to nie przypadek, że tydzień wcześniej zaplanowaliśmy na 24 czerwca rodzinną pielgrzymkę do Łagiewnik. Pojechaliśmy o świcie. Tam córka z własnej woli, z ogromnej potrzeby serca przystąpiła do sakramentu pojednania. Bogactwo duchowych przeżyć nie do opisania. ZAWIERZYŁAM WSTAWIENNICTWU ŚW. SZARBELA i Bóg Miłosierny za jego przyczyną dokonał cudownego dzieła w sercu mojej córki i całej rodziny. Obiecałam sobie w duszy, że jeżeli córka otrzyma łaskę spowiedzi, to w wielkim dziękczynieniu wysławię moc św. Szarbela, co niniejszym czynię. Jesteśmy razem, każdego wieczoru spotykamy się na Eucharystii, a w godzinie Apelu przez Maryję dziękujemy Miłosiernemu Ojcu za tak liczne błogosławieństwo. Córka kupiła sobie różaniec, pokochała Koronkę do Miłosierdzia Bożego, trwa w łasce uświęcającej, pokoju i radości. Odzyskała radość życia, zrozumiała sens modlitwy, wartość wiary. Serce nie potrafi wyrazić słowem, co czuje córka, a co ja, matka. Wystarczyły niespełna trzy miesiące.
Tym świadectwem pragnę się podzielić, by także w innych wzrastała wiara w siłę wstawienniczą świętych, wiara w ogrom łask, jakie można za wstawiennictwem świętych wyprosić, jakie można otrzymać. Pragnę, by postać tak wielkiego Bożego Wybrańca i Powiernika, jakim jest św. Szarbel, a także moc jego pośrednictwa były szeroko znane. Jestem teraz w trakcie odmawiania kolejnej, ale tym razem już dziękczynnej, nowenny, z prośbą o wytrwanie córki w łasce i wzrost miłości do Chrystusa każdego dnia. Czuję, że to miła Bogu modlitwa i że takiej łaski nam nie odmówi, bo już św. Szarbel o to się będzie starał… W co ani trochę nie wątpię.
Świadectwo 2
Miałem raka. Noc przed operacją Ojciec Szarbel stał się posłańcem Maryi; powiedział mi, że jestem zdrowy: "Tam już nic nie ma". Zapamiętałem tę twarz.
Pan Wacław został uzdrowiony z chłoniaka węzłów chłonnych krezki jelita cienkiego, a zawdzięcza to Matce Bożej Rychwałdzkiej i św. Szarbelowi. Kiedy opowiada historię otrzymanej łaski, łzy same płyną mu z oczu.
Problemy ze zdrowiem u pana Wacława pojawiły się w październiku 2014 roku. "Miałem czterdziestostopniowe gorączki i strasznie się pociłem. Wszystko to wykańczało mnie. Trafiłem więc do kliniki, zrobiono mi wiele badań, które nie dały jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co mi jest" - opowiada mężczyzna.
Podleczony pacjent wrócił do domu i zwyczajem, jaki od kilku lat panuje w Rychwałdzie, razem z innymi przygotowywał paczki mikołajkowe dla dzieci. To był nie lada wysiłek i zaraz po uroczystości ponownie pojawiła się gorączka. "Znów trafiłem do kliniki. Byłem trudnym przypadkiem, z którym lekarze nie bardzo umieli sobie poradzić. Diagnozy wskazywały, że to jest rak". Rokowania nie były dobre.
"Bardzo wielu ludzi modliło się w mojej intencji, sam także modliłem się do Matki Bożej Rychwałdzkiej, a Ona posłużyła się swoim wielkim czcicielem - św. Szarbelem, świętym, którego wcześniej nie znałem. Moja siostra przekazała mi modlitwę za wstawiennictwem tego świętego mnicha i oleje św. Szarbela. Nacierałem się nimi czasem i modliłem. Noc przed operacją Ojciec Szarbel stał się posłańcem Maryi. Powiedział mi, że jestem zdrowy: «Tam już nic nie ma». Zapamiętałem tę twarz i nie jest to ta, którą znamy z obrazków. Po wyjściu ze szpitala oglądnąłem film i tam go rozpoznałem, wiem, że odwiedził mnie św. Szarbel" - podkreśla pan Wacław.
Po wspomnianej nocy lekarze otworzyli brzuch chorego i okazało się, że nie ma tam żadnych zmian nowotworowych. "Dzisiaj wiem, że jestem zdrowy" - cieszy się pan Wacław i dodaje: "Mam teraz trzy diagnozy - jedną od lekarza, który od samego początku prowadził mnie w chorobie. Powiedział mi, że jestem zdrowy. Wtedy - trochę żartem - zapytałem, czy to cud, a on odpowiedział: «No chyba tak». Wyniki badań wysłałem także do profesora do Katowic, który potwierdził, że jestem zdrowy. Dla pewności wysłałem je również do Kliniki Gemelli do Włoch i profesor stamtąd w ciągu czterech godzin odesłał mi je z informacją, że nie ma tam znamion choroby. Dziś czuję, że jestem innym człowiekiem, że ta choroba to był dar, który odmienił moje życie. Wczoraj czytałem historię Ojca Szarbela - świadectwo kobiety, która została uzdrowiona. Wielu ludzi przybywało do niej i była strasznie zmęczona. Zmieniła więc adres. Wówczas ukazał się jej Ojciec Szarbel i powiedział jej: «Ja cię nie po to uzdrowiłem, żebyś ty się chowała. Ty masz dawać świadectwo». Wczoraj to czytałem i chyba tylko dlatego dziś opowiadam tę historię. Zrozumiałem, że nie mam prawa tej historii zatrzymywać dla siebie" - śmieje się mężczyzna.
Pan Wacław do Rychwałdu przyjechał w 1993 roku, kiedy zawarł związek małżeński. "Dla mnie Matka Boża Rychwałdzka to jakby odnowienie wszystkiego. Ona przyciągnęła mnie do Kościoła i do zaangażowania się w nim" - wyznaje, dodając, że do tamtego momentu był człowiekiem, który trzymał się niejako "z dala", a Maryja to zmieniła. "Dziś nie wyobrażam sobie życia bez Jej pomocy. Czuję Jej opiekę na każdym kroku. W sytuacjach trudnych i radosnych" - podkreśla na zakończenie pan Wacław

 

Copyright © 2026, Parafia św. Jadwigi Królowej | Patronat: Katolicki.net | Hosting: Kylos |. All Rights Reserved.