W niedzielę 22 czerwca 2025 r. podczas Mszy świętej o godz. 18.00 wzywaliśmy wstawiennictwa św. Charbela w modlitwie o uzdrowienie i uwolnienie. Msza święta była odprawiana w intencjach wszystkich osób, które zwróciły się do naszego Bractwa o wsparcie przed Panem w ich sytuacjach życiowych, nieraz beznadziejnych, poprzez SMS-y / Pogotowie Duchowe/. Jak zwykle było okolicznościowe kazanie i przytoczone zostało świadectwo osoby uzdrowionej przez Boga za przyczyną świętego z Libanu. Przed Najświętszym Sakramentem modliliśmy się litanią i modlitwa wstawienniczą do św. Charbela. Błogosławieństwo lourdzkie, namaszczenie olejem św. Charbela i ucałowanie relikwii kończyło nasze spotkanie. Ogłoszone zostało uzdrowienie z raka prostaty. Chwała Panu!!! Do zobaczenia za miesiąc – 22 lipca podczas Mszy świętej o godz. 18.00. Pozdrawiamy naszych Gości z Tarnobrzega, Bogorii i innych miejsc. Olej św. Charbela i obrazki Świętego z modlitwą wstawienniczą zawsze są do pobrania, za darmo, przy ołtarzu adoracyjnym.
Cały tekst świadectwa głoszonego podczas Mszy świętej;
CUD ROZMNOŻENIA OLEJU
To było długie siedem lat. Czas, w którym borykałam się z zespołem napadowego lęku panicznego. Choroba była pokłosiem mojego wcześniejszego zaangażowania w religie Wschodu i wróżbiarstwo. Zaczęła się w 2009 roku, już po moim nawróceniu, które dokonało się dzięki cudownemu wstawiennictwu św. Jana Pawła II. Lęki nawiedzały mnie kilka razy dziennie i uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. W trakcie napadu cała się trzęsłam, nie raz nawet przez kilka godzin. Mój stan sprawiał, że przez jakiś czas nie mogłam podjąć pracy. Lekarka przepisywała mi mocne leki uspokajające i nasenne. Wielokrotnie ratowały mi życie, jednak w pewnym momencie uzależniłam się od nich. Było tak do czasu mojej pielgrzymki do Libanu do grobu świętego Szarbela. Zanim do niej doszło, kilka razy zetknęłam się z tym libańskim mnichem tutaj w Polsce. Najpierw w grudniu 2014 roku wraz z całą moją wspólnotą zostałam namaszczona olejem św. Szarbela. Potem obejrzałam film. W lutym 2015 roku niespodziewanie miałam sen, w którym spowiadający mnie kapłan wyszedł z konfesjonału i dał mi obrazek św. Szarbela, mówiąc, bym modliła się do niego o łaskę pokory. Obudziłam się z przekonaniem, że było to szczególne przeżycie. W końcu pewnego dnia otrzymałam informację na temat pielgrzymki do Libanu. Zdecydowałam się pojechać, trochę nie wiedząc, po co. Po prostu jakoś mnie tam ciągnęło. Przed wyjazdem przeczytałam jeszcze książkę o św. Szarbelu. Dowiedziałam się z niej, że jest już ponad 24 tys. udokumentowanych cudów uzdrowień za jego wstawiennictwem. Ksiądz, z którym w tamtym czasie się kontaktowałam, twierdził, że moja choroba ma podłoże duchowe. Przeszłam nawet dwa egzorcyzmy. Z kolei lekarka twierdziła, że wszystkiemu winna jest psychika. Poddałam się terapii, a konkretnie - programowi leczenia lęku. Niestety nie pomógł mi on, choć towarzyszyła mu szczegółowa analiza zjawiska jakim jest lęk i nauka odpowiednich technik oddychania. Mimo ciężkiej pracy na terapii pewnego dnia wylądowałam na ostrym dyżurze, gdzie trzeba było mi podać dożylnie lek uspokajający. Nadszedł czas pielgrzymki do Libanu. 22 sierpnia 2015 roku mieliśmy odwiedzić sanktuarium św. Szarbela w Annaj. Gdy wczesnym rankiem wyjeżdżaliśmy z hotelu, nagle przypomniałam sobie, że nie wzięłam z pokoju kosmetyczki z lekami. Zatrzymałam więc autobus i szybko pobiegłam do hotelu. Wzięłam tabletki, lecz w połowie drogi do drzwi bardzo wyraźnie usłyszałam w sercu słowa: „Jedziesz po uzdrowienie. Nie potrzebujesz tabletek”. Przez chwilę nie wiedziałam, co zrobić... Zaczęłam prowadzić dialog z Bogiem: „Przecież wiesz, że tyle razy prosiłam o uzdrowienie. Jak mnie złapie lęk, to nie mogę przecież żyć bez tych tabletek! Przecież już tyle razy prosiłam”. Zawsze prosiłam… Ale i zawsze miałam przy sobie też tabletki, tak „na wszelki wypadek”. „Albo wierzysz w te tabletki, albo we Mnie” – usłyszałam ponownie. Potrzebny był mi krok wiary i… zdecydowałam się rzucić w przepaść zaufania. Po raz pierwszy od siedmiu lat nie wzięłam ze sobą leku. Po tym, jak dojechaliśmy do klasztoru, dołączyliśmy do procesji. Śpiewaliśmy piękną litanię, podczas której prosiłam gorąco św. Szarbela, by uzdrowił mnie z lęku. Potem zaczęłam szukać jego grobu. Gdy tam dotarłam, uklękłam na kolanach i… w tym momencie poczułam silny atak lęku. Pomyślałam: „Przecież miałam być uzdrowiona! Dlaczego to się dzieje?!”. Jednak nagle ten lęk, zamiast jak zwykle eksplodować, po prostu minął! Wtedy usłyszałam w sercu słowa: „Jesteś zdrowa”. Od tamtego czasu ani razu nie byłam zmuszona sięgnąć po leki przeciwlękowe, ani uspokajające, ani nasennych. Moja lekarka była bardzo zdziwiona, ale podeszła do sprawy sceptycznie. Zaproponowała receptę „na wszelki wypadek”. Odpowiedziałam, że nie potrzebuję więcej lekarstw. W kwietniu 2016 r. byłam po raz kolejny w Libanie i złożyłam świadectwo uzdrowienia u o. Louisa w klasztorze w Annaj. Było to pierwsze zgłoszenie z Polski w 2016 roku. Ma ono numer 95/2016. Jestem bardzo wdzięczna Bogu za to, że uzdrowił mnie z tej choroby i poznał ze św. Szarbelem. Postanowiłam zostać apostołką libańskiego świętego. Przywiozłam z Annai kilkanaście fiolek oleju i zaczęłam obdzielać nim wszystkich potrzebujących. Wtedy doszło do kolejnego cudu: rozmnożenia oleju. Otóż pewnego dnia została mi już ostatnia fiolka oleju, a w niej tylko kilka kropel na dnie. W tym samym czasie odwiedziła mnie znajoma z Gdańska. Miała ona ogromny problem z bólem stawów. Nie raz nie była nawet w stanie wstać z łóżka. Zaczęłam opowiadać jej o św. Szarbelu. Nie dowierzała mi, jednak w końcu dała się namówić na to, by namaścić chore miejsca olejem. Poszłam więc po fiolkę, wzięłam ją do ręki i… zobaczyłam, że jest ona pełna! Cud ten miał miejsce dwa dni po tym, jak dokonałam osobistego zawierzenia całego życia Bogu i oddałam się Mu do pełnej dyspozycji. Naprawdę trudno opisać uczucie, gdy w Twoim mieszkaniu zdarza się cud, który świadczy tak wyraźnie o Bożej obecności w świecie. Do mojego świadectwa dołączam zdjęcia fiolki, która najpierw była pusta, a potem ponownie się napełniła. Dodam jeszcze, że potem okazało się, że tego dnia puste fiolki napełniły się także u innych osób, które rozdawały olej świętego Szarbela! W ten sposób wiele osób doświadczyło namacalnie cudu rodem z Ewangelii o rozmnożeniu chleba. Ileż zmieniło się w moim życiu czasu pielgrzymki do Libanu… Od lipca 2016 roku żyję dla ewangelizacji. Odeszłam z międzynarodowej korporacji, zrezygnowałam ze stanowiska menedżera, stabilnych zarobków, wszystkich bonusów, telefonów komórkowych itd. Bóg potwierdził, że będzie się mną posługiwał i zatroszczy się o mnie – i tak się dzieje cały czas. Chwała Mu za to!